29/04/2019

Mam wrażenie, że mój limit szczęścia wyczerpał się na resztę życia. Czuję się osaczona, nie mogę oddychać, nie mogę znaleźć wyjścia. Gdy robi się lepiej, wali się kolejna rzecz. Same przeszkoda, cały czas pod górkę.
Nie kocham siebie, nigdy nie kochałam. Czekam aż to wszystko się skończy, tak bardzo nie mogę się doczekać końca. Powoli opuszcza mnie nadzieja.
Zabawne jak małe kłody pod nogi sprowadzają lawinę.
Boże, czy to test? Czy to próba? Błagam daj mi jakąś wskazówkę, daj mi odpowiedź.
Chciałabym mieć kogoś komu mogłabym wszystko powiedzieć. Boże tylko Ty znasz moje udręki. Tylko Ty jesteś w stanie mnie wysłuchać, tylko Ty znasz każdy zakamarek mojej duszy, każde moje pytanie, wątpliwość.
Błagam. Błagam pomóż mi.
Czy moja wizja życia jet zbyt idealistyczna? Czy osiągnięcie spokoju ducha to tylko etap przejściowy? Zaledwie moment.
Błagam daj mi siłę, aby to przetrwać. Czuję, że nie daję powoli rady. Że chcę to zakończyć. Moje pytanie to nie "Who am I?", na tym etapie to mnie już nie obchodzi, jest mi to obojętnie. Jestem w kawałkach od dłuższego czasu. Za każdym razem gdy uda mi się posklejać, jakiś kawałek zawsze nie pasuje, cały czas odpada. Moje pytanie to "Why am I?"
"How much more am I?"
Myślałam, że w końcu nastąpił mój przełomowy moment. Myślałam, że w końcu mogę wszystko.
W tym momencie nie mogę się doczekać, aż to wszystko po prostu się skończy.
Nie widzę żadnej perspektywy. Żadnej przyszłości. To moja wina. To jest błędne koło, nie widzę, bo wybieram depresje, gdybym tylko zmieniła sposób patrzenia na to wszystko, gdybym podjęła działanie, wszystko by się zmieniło, ale nie jestem w stanie, bo nie widzę niczego. Ciemność.

Komentarze