8/04/2018 Granada

Ostatnio spotykam coraz częściej moje dawne rollo, a teoretycznie wychodzę mniej niż zwykle.
Oczywiście wiem dlaczego tak jest. Bo nie chcę ich spotykać, więc ich ich spotykam - ironia losu.
Zastanowiłam się nad nimi trochę.
----Pierwszy jaki był tutaj - Ch. totalna pomyłka. Zachłysnęłam się faktem, że podobam się komukolwiek, więc wzięłam pierwszego lepszego. Miał fajny motor, ale biorąc pod uwagę jego cechy to wgl nie był w moim typie. Ale byłam zaślepiona, że ktoś na mnie zwrócił uwagę, wtedy kiedy sama czułam do siebie obrzydzenie - co za niesamowite uczucie. W tamtym momencie to był ten jedyny i najlepszy - fun fuct - NIE BYŁ.
----Potem był jeszcze Iv. ale to było kompletnie nie to, jedna randka i w sumie tyle, miły chłopak.
----Następny, wydaje mi się, był Al. Z nim to ciągnęło się baaaaaaardzo długo. Ostatnio nawet pożałowałam, że go tak olałam, bo to bardzo miły chłopak. Może trochę zbyt nachalny i zwróciłam uwagę, że zbyt szybko się upija - oj, to mi się bardzo nie spodobało. W sensie, no pierwsza randka, po taaaaaak długim pisaniu ze sobą i w sumie no to było słabe. Niby mu się podobałam i dobrze nam się gadało, w sumie ciekawi mnie co by było po drugiej randce. Może byśmy załapali ten kontakt którego tak bardzo wtedy pragnęłam? Nawet mi się śnił ostatnio. Mam nadzieję, że w jego życiu jest ktoś kto go docenia tak jak ja bardzo chciałam go docenić, ale nie byłam w stanie. On pewnie nie będzie o mnie pamiętać, ale ja będę o nim pamiętać bardzo długo i wspominać, mimo wszystko, ze szczególną czułością.
----Następnie był ten co mnie ostatnio często prześladuje, pamiętny Ce. z którym byłam na najdłuższej randce ever i która dla mnie nie była katastrofą (mimo, że cały czas się dusiłam, bo byłam chora i prawie umarłam w połowie hehe), to jednak okazała się katastrofą, bo już się nie odezwał i po kilku dniach spotkałam go na randce z inną. Pod moim blokiem. HEHE. Więc mimo wszystko uznaję to za katastrofę.
-----Potem Ed. Poznałam go wtedy kiedy Eliana kazała mi przyjść z wódką do parku. Aha no ok. No i niby się zaczęło. Strasznie mi się spodobał. Poczułam connection i zaczęłam mieć obsesję, tak jak często mi się to zdarza. Aż w końcu przyszła TA PAMIĘTNA IMPREZA. Tutaj pojawią się szczegóły. 5 grudnia 2018 roku. Pamiętna data. Nic się nie wydarzyło a jednak wydarzyło się aż za dużo. Zostali do 5 rano, mniej więcej. Wypiliśmy niesamowite ilości alkoholu, zaczęłam go malować moimi kosmetykami, potem tańczyliśmy, twerkowaliśmy, ogólnie życiowy cringe. Spędziliśmy kilka momentów sam na sam, było bardzo cute. Zdobyłam jego twittera, numer. Po pijaku powiedział mi, że mu się podobam, ale "no te emociones". I na "no te emociones" się skończyło. Chyba z nim było mi najbardziej przykro. Myślałam, że może jednak. Może tym razem. Może coś z tego będzie. Przecież była iskierka connection, której tak bardzo pragnęłam. Czułam, że on mógł przełamać złą passę po Ku., po tym jedynym. Jednak nie.
-----I wreszcie ten ostatni. Fr. Gadałam z nim dość długo, zdarzało nam się gadać jak jeszcze miał dziewczynę. Mieliśmy nasz pierwszy, bliższy kontakt jak był W ZWIĄZKU. To było tragic. Ostatnio minął rok od tamtej nocy. Nie powiem, przyjemnie z nim spędziłam tamten czas i teraz widzę, że to ja okazałam się niedorozwojem emocjonalnym. A może to właśnie JA jestem tym niedorozwojem, nie ci wszyscy chłopacy? Ostatecznie większość z nich była wcześniej już w związkach. A więc Fr., niby był, ale tylko obok, była ta pamiętna noc, na której niby nic się nie wydarzyło (na pewno mniej jak zdarzało mi się po pijaku w polszy), ale to był taki początek czegoś co trwało mniej więcej rok, może ok 9 miesięcy. No i ja jak zwykle, wtedy kiedy się najebałam, poszłam z nim się zobaczyć i palnęłam jakąś głupotę o chodzeniu ze sobą. O Boże. Jakie to było... dziwne. Dobra okej, to z nim miałam najdłuższą randkę w życiu. I najbardziej intensywną. To było totalne szaleństwo. Potem pojechałam na święta i znowu wszystko zgasło. I już ogień nie zapłonął ponownie. Szkoda, bo liczyłam, że coś z tego będzie, ale po prostu nie mogłam znaleźć z nim wspólnego języka, nie było tego connection, oprócz tego fizycznego. Nie widziałam w nim niczego głębszego niż imprezy. Może po prostu było mu trudno się otworzyć. 

Wydaje mi się, że Ku. jeszcze na długo pozostanie tym jedynym i niedoścignionym. Moim ideałem. Moim wymarzonym connection. Co za melancholia. Swego czasu był moim najlepszym przyjacielem. I właśnie to przesądziło o moim uczuciu do niego. By wiedziałam, że mogę mu powiedzieć wszystko, nigdy nie kończyły nam się tematy do rozmów, potrafiliśmy gadać godzinami o głupotach. Chciałabym znaleźć kogoś takiego jak on. Nikt nie sprawiał że czułam się w ten sposób jak wtedy kiedy z nim rozmawiałam. Nikt nie sprawił jeszcze, że czułam się w ten sposób jak o nim myślałam. Nigdy nie czułam takiego szczęścia widząc kogoś jak wtedy gdy spotkałam go na Op. Nigdy. I chcę, żeby ktoś sprawił, że znowu poczuję się w ten sposób. Że poczuję to obezwładniające szczęście i bezpieczeństwo.

Komentarze