4/02/2018 19:26

Nie ma bólu, nie ma uczuć.
Nie pisałam tu 2 miesiące, a przez te 2 miesiące sporo się wydarzyło. Ten o którym pisałam w poprzednim poście - nie ma go. Zniknął. Nie pozwolił mi się rozemocjonować i pochłonął całą mnie. Moje wszystkie emocje, uczucia. Pojawił się ktoś inny w międzyczasie, ktoś kto zawsze był gdzieś obok mnie, w końcu dostał się do mojej przestrzeni osobistej. I tak jak szybko się zaczęło, tak i szybko się skończyło. Chciałabym żeby było mi przykro. Chciałabym coś poczuć w związku z tym. Czuję obsesję, żeby drążyć ten temat, myśleć o nim, analizować każdy moment, każde słowo i gest, ale nie czuję w związku z tym nic. Nic. Jest ze mną kiedy wstaję rano, kiedy się myję, kiedy jem obiad i kiedy kładę się spać. Ale nie śni mi się. Jest ze mną na jawie.
Nie rozmawialiśmy od dłuższego czasu. Uzależniłam się od tego, że jest. Nie fizycznie, nie chcę żeby był fizycznie obok, ale potrzebuję ŚWIADOMOŚCI, że jest. Znowu się zaczyna. Zaczyna to co było w listopadzie i grudniu. Myślałam... To się nigdy nie skończy.
Przy znajomych jestem taka radosna. Tak natrętnie i strasznie radosna, śpiewam, tańczę. A w mojej głowie jakby ciemność.
Obsesja. 
Potrzeba posiadania kogoś. 
Chciałabym poczuć się znowu normalnie. Być sobą. Czuję, że nie jestem sobą i sama się zabijam. Nie dosłownie oczywiście, już nie zdarza mi się okaleczyć. Ale zabijam się w swojej głowie, czarna dziura mnie pochłania. Spadam i nie mam się czego złapać.
To tak jakbym była w śpiączce, jakbym była odrętwiała albo w paraliżu emocjonalnym. W jednym momencie chcę bardzo, a w drugim nic.
Prawdziwe uczucia do mnie nie dochodzą.
A może...
A może jestem overdramatic.
Właśnie to siedzi mi w głowie, obsesja, dramatyzacja wydarzeń i ganienie się za to, bo przecież mam wszystko i niczego mi nie brakuje i nie powinna tak myśleć.
Chcę przestać myśleć.

Komentarze