21/02/2018 11:05 Granada
Zrozumiałam kilka ważnych rzeczy.
Nie chcę szukać chłopaka i miłości na siłę. To nie ma sensu, wiem że w głębi serca nie czuję takiej potrzeby, a jest to spowodowane tylko tym, że inni mają więc ja też chcę. To nie jest jeszcze ten moment.
Najpierw muszę uporać się z samą sobą.
Zrozumiałam, że to normalne czuć się źle, mieć anxiety i stany depresyjne, bo to składa się na to jaka jestem, ale mnie nie definiuje. Dzięki temu właśnie jestem sobą.
Są to uczucia i przemyślenia, których nawet nie jestem w stanie opisać słowami.
Oglądając RuPaula zrozumiałam też, że Drag Queens to nie tylko faceci przebierający się za kobiety (albo ich karykatury), to jest o wiele więcej. Ile trzeba odwagi, żeby poddać wątpliwości własną męskość tylko po to by założyć perukę i szpilki.
Ile czasu musiało minąć by wyszli na ulicę w takim stroju jaki chcą. a to tylko ubrania i makijaż!
Ile hejtu musieli przyjąć przez całe życie tylko po to żeby być sobą i robić to na co mają ochotę. Bycie Drag Queen to nie tylko przebieranki i żarty. To walka o marzenia, akceptację samego siebie (często Drag Queens to geje więc przychodzi zmierzenie się z własną seksualnością i życia w zgodzie ze sobą), to pokazanie światu ile znaczy miłość do samego siebie. Często jest to wybór między bliskimi a byciu sobą, bo mimo XXI wieki wielu ludzi wciąż tego nie akceptuje i nie rozumie. Przecież to tylko ubrania i makijaż, ile to kobiet nosi szpilki i tapetę (jestem jedną z nich), czy to że mężczyzna jest mężczyzną sprawia, że już nie może robić niektórych rzeczy? Kto tak mówi, kto tego zabrania? Społeczeństwo? A czy społeczeństwo przeżyje za nas życie i za nas umrze?
Oglądając Drag Race zobaczyłam, że za warstwą tapety i sarkazmu kryją się często ludzie z olbrzymimi problemami. Weźmy pod uwagę taką Katyę. Ostatnio opublikowała na Twitterze, że na jakiś czas opuszcza media społecznościowe i odwołuje występy, bo musi zając się własnym życiem i zdrowiem. Były narkoman (kto wie czy były), który codziennie mierzył się z atakami lęku, mówił o tym często i otwarcie, ale dzięki swojej osobowości - tego niekończącego się żartu i (pozytywnego) szaleństwa mam wrażenie, że wiele osób tego nie dostrzegło, przecież ona jest taka zabawna, nie może czuć się źle. A jednak.
Nie mając takich doświadczeń, mogę sobie jedynie wyobrazić to uczucie.
Dzięki niej właśnie zrozumiałam to, że nasze demony są częścią nas, ale nie naszą definicją. Każdy je ma i każdy ich potrzebuje, nikt nie jest perfekcyjny, ale każdy ma prawo marzyć i każdy może osiągnąć sukces, mimo wszystko. Pierwsze co trzeba zrobić to pokochać i zaakceptować siebie, swoje wady i znaleźć zalety, którymi można się podzielić z resztą ludzi.
I właśnie dzięki temu, zrozumiałam, że nie szukam miłości u kogoś. Nie interesuje mnie czyjaś miłość do mnie, nie chcę tego na razie.
To czego szukam to miłość do samej siebie, samoakceptacja, odwaga do bycia sobą, wyrażania tego co czuję. Do podejmowania decyzji i ryzyka, które może mi wyjść na dobre. Chcę być dumna z siebie i tego co robię, pragnę być odważna i nie bać się porażek i sukcesów. Tak jest, boję się sukcesu, boję się drogi która może do niej prowadzić, ale w głębi wiem, że nie chcę stać w miejscu, chcę się rozwijać, pokazać sobie i światu, że jestem Superstar i nic nie może mnie powstrzymać.
Jak mówi mamaRu:
If you don't love yourself, how the hell you're gonna love somebody else?!
AMEN.
Nie chcę szukać chłopaka i miłości na siłę. To nie ma sensu, wiem że w głębi serca nie czuję takiej potrzeby, a jest to spowodowane tylko tym, że inni mają więc ja też chcę. To nie jest jeszcze ten moment.
Najpierw muszę uporać się z samą sobą.
Zrozumiałam, że to normalne czuć się źle, mieć anxiety i stany depresyjne, bo to składa się na to jaka jestem, ale mnie nie definiuje. Dzięki temu właśnie jestem sobą.
Są to uczucia i przemyślenia, których nawet nie jestem w stanie opisać słowami.
Oglądając RuPaula zrozumiałam też, że Drag Queens to nie tylko faceci przebierający się za kobiety (albo ich karykatury), to jest o wiele więcej. Ile trzeba odwagi, żeby poddać wątpliwości własną męskość tylko po to by założyć perukę i szpilki.
Ile czasu musiało minąć by wyszli na ulicę w takim stroju jaki chcą. a to tylko ubrania i makijaż!
Ile hejtu musieli przyjąć przez całe życie tylko po to żeby być sobą i robić to na co mają ochotę. Bycie Drag Queen to nie tylko przebieranki i żarty. To walka o marzenia, akceptację samego siebie (często Drag Queens to geje więc przychodzi zmierzenie się z własną seksualnością i życia w zgodzie ze sobą), to pokazanie światu ile znaczy miłość do samego siebie. Często jest to wybór między bliskimi a byciu sobą, bo mimo XXI wieki wielu ludzi wciąż tego nie akceptuje i nie rozumie. Przecież to tylko ubrania i makijaż, ile to kobiet nosi szpilki i tapetę (jestem jedną z nich), czy to że mężczyzna jest mężczyzną sprawia, że już nie może robić niektórych rzeczy? Kto tak mówi, kto tego zabrania? Społeczeństwo? A czy społeczeństwo przeżyje za nas życie i za nas umrze?
Oglądając Drag Race zobaczyłam, że za warstwą tapety i sarkazmu kryją się często ludzie z olbrzymimi problemami. Weźmy pod uwagę taką Katyę. Ostatnio opublikowała na Twitterze, że na jakiś czas opuszcza media społecznościowe i odwołuje występy, bo musi zając się własnym życiem i zdrowiem. Były narkoman (kto wie czy były), który codziennie mierzył się z atakami lęku, mówił o tym często i otwarcie, ale dzięki swojej osobowości - tego niekończącego się żartu i (pozytywnego) szaleństwa mam wrażenie, że wiele osób tego nie dostrzegło, przecież ona jest taka zabawna, nie może czuć się źle. A jednak.
Nie mając takich doświadczeń, mogę sobie jedynie wyobrazić to uczucie.
Dzięki niej właśnie zrozumiałam to, że nasze demony są częścią nas, ale nie naszą definicją. Każdy je ma i każdy ich potrzebuje, nikt nie jest perfekcyjny, ale każdy ma prawo marzyć i każdy może osiągnąć sukces, mimo wszystko. Pierwsze co trzeba zrobić to pokochać i zaakceptować siebie, swoje wady i znaleźć zalety, którymi można się podzielić z resztą ludzi.
I właśnie dzięki temu, zrozumiałam, że nie szukam miłości u kogoś. Nie interesuje mnie czyjaś miłość do mnie, nie chcę tego na razie.
To czego szukam to miłość do samej siebie, samoakceptacja, odwaga do bycia sobą, wyrażania tego co czuję. Do podejmowania decyzji i ryzyka, które może mi wyjść na dobre. Chcę być dumna z siebie i tego co robię, pragnę być odważna i nie bać się porażek i sukcesów. Tak jest, boję się sukcesu, boję się drogi która może do niej prowadzić, ale w głębi wiem, że nie chcę stać w miejscu, chcę się rozwijać, pokazać sobie i światu, że jestem Superstar i nic nie może mnie powstrzymać.
Jak mówi mamaRu:
If you don't love yourself, how the hell you're gonna love somebody else?!
AMEN.
Komentarze
Prześlij komentarz