11/12/2017

Jest 11 grudnia. Gonią mnie deadline'y, ale to wyłącznie moja wina, bo znowu zabrałam się za to wszystko zbyt późno.

5 grudnia była jedna z najlepszych nocy jaką spędziłam w Granadzie. Jedna z najlepszych i początek końca. Mam w sobie tyle skrajnych emocji, staram się je jakoś opanować, ale też chcę dać im w końcu upust. Nie mogę tego wszystkiego ciągle w sobie dusić.
W końcu to przyznałam i czuję się o niebo lepiej. Wydaje mi się, że mam depresje. To nie może być "mój charakter", nie zgadzam się na to.
Agata, dlaczego taka jesteś?
"Pero no te emociones" w porządku, nie podniecam się, ale nawet nie wiesz jak cholernie trudno jest mi to wszystko przetworzyć w głowie i obrać do tego jakiś stosunek, jakikolwiek. Tyle myśli. Po co ta obsesja Agata? Nie mogę tego wytrzymać. Chcę się rozemocjonować! Tak, chcę się ponieść emocjom! W końcu, błagam! Piszę to z kamienną twarzą. Czuję się jak wulkan, który się obudził, ale jeszcze nie znalazł ujścia całej swojej mocy, więc gotuje się w środku, podczas gdy na zewnątrz wydaje się całkowicie spokojny. Może to okres, za duża ilość kofeiny, ale nie chcę się tak czuć, BŁAGAM, NIE CHCĘ SIĘ TAK CZUĆ! Chcę żeby to się skończyło, żeby przeszło, żeby wróciła dawna Agata. Ale właściwie jaka była dawna Agata? Agata zawsze cierpiała w milczeniu z jakiegoś powodu. Po prostu teraz Agata nauczyła się zakładać maskę.
Chcę żeby ktoś w końcu usłyszał moje wołanie o pomoc, ale z drugiej strony sama nie wiem co właściwie mogłabym powiedzieć. Chcę żeby w końcu ktoś wziął mnie na poważnie, ale z drugiej strony nie chcę nikogo obarczać problemem, którego nie zrozumie. Jaki to ma sens?
Mam obsesje i depresje. Ale ja zawsze mam obsesję więc co to za różnica. Ktoś mi powie "cześć" a ja już mam obsesję. Wiecie, taka atencyjna kurwa. I z każdym dniem to szukanie atencji się wzmaga, rośnie. Już mnie nie zostawia i wraca raz na jakiś czas. Teraz codziennie jest ze mną, codziennie te uczucia przybierają na sile i wwiercają mi się w mózg. Każdy dzień jest męką, cierpię w swojej samotności i nie wiem jak mam to zmienić, bo boję się odrzucenia. Boję się, że będę tej osobie przeszkadzać, że nie chce ze mną rozmawiać. Wszyscy mi mówią, że jestem zimna. NIE JESTEM ZIMNA! Po prostu nie wiem jak zrobić pierwszy krok więc wytwarzam moją "skorupę raka", maska cynizmu, która jest tylko maską i tarczą ochronną przed ponownym odrzuceniem. Może to odrzucenie to moja wina? I koło zaczyna się od nowa. Chcę żeby w końcu ktoś dostrzegł... co ja gadam, przecież był i go zbyłam. Jestem głupia.
Przez to ganię się jeszcze bardziej powtarzając, że na nic nie zasługuję.
Mam ochotę zedrzeć z siebie skórę, stać się kimś innym. Strach zbyt mnie paraliżuje przed zmianami. Zmianami w swoim własnym zachowaniu. Mam tyle sprzecznych emocji w swojej głowie. Chcę żeby ustały. Chcę w końcu być uratowana, a nie cały czas być ratunkiem. Ale sama nie wiem czy jestem na to gotowa. Agata, wciąż nie jesteś na to gotowa? Z takim podejściem daleko nie zajdziesz. Chcę żeby był ten KLIK, żeby się coś przestawiło. Wiem, że to się nie stanie. Cokolwiek jeśli się we mnie zmieni to tylko poprzez długą i bolesną pracę. Jak mam się do niej zmotywować? Nie wiem. Nie umiem. Nie chcę.
Czy ja kiedykolwiek się dla kogoś poświęciłam, żeby wymagać aby ktoś poświęcił się dla mnie? Pewnie nie.
Boże daj mi siłę, okaż mi swoją miłość i łaskę. Pokaż mi drogę.
Gonią mnie deadline'y a ja piszę jakieś głupoty.
Po prostu chcę żeby ból ustał, cokolwiek go powoduje.

Komentarze